Menu

Nasz przyjaciel stwór znad morza czyli nocne zaślubiny z Bałtykiem

To było niedługo po naszym ślubie... Jesienią wyjechaliśmy na nasz miodowy weekend, a że fascynowało nas morze, chociaż wspólnie nigdy jeszcze nad nim nie byliśmy, wybraliśmy Kołobrzeg. Wysiadając z pociągu, nasze nozdrza wypełnił już zapach jodu…, ten morski zapach unosił się w powietrzu... Zaraz po wyjściu z pociągu na peron, powitała nas...mewa, która przycupnęła na dachu pociągu, obserwując nas z góry. Czyżby to był jakiś znak?

Hotel znajdował się na odludziu, przy samej plaży na krańcach nadmorskiej miejscowości. Pierwszego wieczoru wyszliśmy popodziwiać morze. Było trochę przed północą - na długiej piaszczystej plaży nie było żadnych świateł, a w oddali majaczyła tylko latarnia morska, liżąca co chwila fale swoim zanikającym w czarnych odmętach światłem. Poza tym cisza i jednostajny szum fal... Widzieliśmy nie dalej jak na 2 metry... Tak jakbyśmy byli oderwani całkowicie od świata…

Zamknęliśmy więc oczy, słuchając fal. Tylko my pod niebem usianym gwiazdami, piasek pod stopami i szumiąca nam w uszach woda i... czy było tam coś jeszcze? Było tak pięknie, tak nierealnie, tak niepokojąco.... Nagle... coś usłyszeliśmy, jakby kroki tuż za nami...Czyżby ktoś podszedł do nas tak blisko? W ułamku sekundy ogarnął nas niepokój. Odwróciliśmy się za siebie i... naszym oczom ukazał się tajemniczy, niski, ciemny kształt. Nie…. to nie był człowiek.... Co to było? Ten kształt zastygł prawie metr od nas, będąc niemal na wyciągnięcie ręki... Czyżby to jakiś stwór przybył, by zabrać nas w morską toń…?

Tymczasem mroczna sylwetka nie poruszała się, nie było widać jej oczu, ale czuliśmy jej wzrok na sobie, a sekundy stawały się wiecznością… Kiedy się poruszyliśmy, zjawa ukuta z mroku ruszyła w stronę morza z niesamowitą zwinnością i w sekundę rozpłynęła się w morskich falach…

Rano pomyśleliśmy, że to był tylko jakiś sen... Jednak postanowiliśmy poszukać czegoś w internecie... I wtedy nas olśniło - okazało się, kim mógł być nasz nocny gość. Podobno w ujściu rzeki widywano w tym roku właśnie bobry! Kształty i wielkość by się zgadzały. Ale... bóbr na otwartym morzu, dobre kilka kilometrów od ujścia rzeki? Jakby przypłynął z głębi morza - co on tam robił? Czy to był tylko zwykły bóbr, który zabłądził na morzu i walcząc z prądem, wyczłapał zmęczony na piaszczystą plażę i trafił na nas..., a my pewnie go wystraszyliśmy bardziej niż On nas? A może było jednak inaczej…

Chcieliśmy spędzić ze sobą wyjątkową chwilę nad morzem i tajemnicza zjawa, nasz niezwykły przyjaciel Bóbr przywitał nas, zaślubił z morzem, tak jak my wcześniej zaślubiliśmy siebie, czyniąc ten niepowtarzalny moment najbardziej wyjątkową chwilą w naszym życiu.

Po tej przygodzie wróciliśmy znad morza pełniejsi, bogatsi o wydarzenie, które na zawsze zespoliło nas z nieprzewidywalnym Bałtykiem… Na pewno tam kiedyś wrócimy, aby ponownie spotkać naszego niezwykłego przyjaciela Bobra...